sobota, 8 grudnia 2018

Konklawe (Robert Harris) - gdyby konklawe odbyło dziś...

Extra omnes - to słowa, które słyszy się w sytuacji nadzwyczajnej. Na rozpoczęcie Konklawe, czyli zebrania mającego na celu wybór nowego papieża. To właśnie w Kaplicy Sykstyńskiej i Domu Świętej Marty - miejscach, w których podczas wyboru nowego papieża zamknięci są kardynałowie elektorzy - toczy się akcja książki Roberta Harris.

Jak nietrudno się domyślić, akcja książki rozpoczyna się w momencie śmierci ustępującego papieża. Zgodnie z przepisami kościelnymi w ciągu kilku dni odbywa się pogrzeb Ojca Świętego i przygotowania do wyboru nowej głowy Kościoła. Tym razem wybór nie jest łatwy. Jak na każdym konklawe pojawia się kilku kandydatów. Jest też jedna osoba, której nikt się nie spodziewał to kardynał „in pectore”, mianowany przez papieża bez ogłoszenia nominacji pozostałym kardynałom.

Nie byłem nigdy w Watykanie, ale czytając kwieciste opisy miejsc zaserwowane przez Roberta Harrisa potrafiłem przenieść się w te miejsca. Autor naprawdę świetnie przygotował się do napisania tej książki nie tylko pod względem znajomości topografii kościelnego miasta-państwa, ale też i praw kanonicznych oraz obrzędów.

W książce występuje szereg formuł i nazw dokumentów, także tych ustanawianych przez papieży z życia realnego. Ba, cała akcja kręci się przecież wokół konstytucji „UNIVERSI DOMINICI GREGIS” autorstwa św. Jana Pawła II, który opisał, jak należy postępować w przypadku śmierci papieża.

W książce oczywiście nie brakuje też wątków fikcyjnych. Fikcyjne są też i postacie, choć z pewnością pod względem poglądów i wizji kościoła niejeden watykanista mógłby znaleźć podobieństwa do hierarchów kościelnych.

Wyborowi papieża w Konklawe Harrisa towarzyszy szereg dziwnych splotów akcji. W książce poznajemy głównie losy tego niezwykłego wydarzenia widziane oczami dziekana kolegium kardynalskiego, który nie tylko musi poradzić sobie z przeprowadzeniem wyboru, ale też i własnymi słabościami. Słabości w książce nie brakuje, bo większość pretendentów do papieskiego tronu ma coś za uszami. Problemem czasami staje się nie tylko odkrycie, ale też i udowodnienie ich grzeszności, nim będzie za późno.

Książka do samego końca trzyma w napięciu, choć w pewnym momencie można już się zorientować, jak to wszystko się może skończyć. No i tak się kończy, ale gdy już mamy odkładać książkę na półkę, pojawia się pewne ale… Ale nie zdradzę, co to jest.

Naturalnie grzeszność bohaterów w sutannach przywodzi na myśl skojarzenie z głośnym ostatnimi czasy filmem Wojtka Smarzowskiego. Konklawe to jednak nie jest Kler, a jak już to historia opisująca podobne zachowania osób noszących sutannę, z tym że na wyższych kręgach i opisana w bardziej subtelny sposób. No i u Harrisa przekrój cech księży jest znacznie szerszy. Szerszy o tych, którzy dają nadzieję na to, że Kościół ma się dobrze i tysiącletniej historii nie zaburzy kilku grzeszników, nawet w purpurowych sutannach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: